Szczecin, 30 listopada 2009 r.
Imagine,
Dziś są moje imieniny. Dzień mojego imienia. Wiem o tym, już od wczoraj. A dziś telefon mój prawie nie milknie. Pamiętasz pewnie, jak w czasach kiedy nasza epoka była jeszcze młoda, w sytuacji kiedy telefon dzwonił często - mawiało się : „telefon się urywa". Wtedy, było to graniczące z abstrakcją, a i dowcipne określenie. No i wykrakaliśmy sobie. Telefon urwał się. I dziś jest już komórkowy. Nie będąc związany żadnym kablem, z żadnym w ścianie gniazdem - stale przy nas jest.
Niejako więc w przerwach, między kolejnymi życzeniami piszę. A życzenia - miłe,szczere i różne, różniste. Bywają proste - „zdrowia",
Bywają inwazyjne - „szczęścia". Wykwintne - „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz - pieniędzy". Demokratyczne - „wszystkiego najlepszego".
Chciałbym, korzystając z okazji, że piszę w dniu moich imienin - życzenia te niejako ukierunkować. Nie chcę niedelikatnie ingerować w ich treść. Chcę by one dopłynęły do mojego okna. By nie były „Panu Bogu w okno".
Tak, wracam do przerwanej opowieści o moim oknie.
Co ja przez nie widzę ?
Co ja w nim widzę ?
Czego niedowidzam ?
Widzę niebo
Ale nieba, widzę tyle ile trzeba
Nie za dużo
Ale nie
tylko, że - niebieską kreskę
- tyle, by nie spochmurnieć
- tyle, by, za wcześnie nie zniebieścieć
I też, dbam
Aby widzieć tyle ziemi
- tyle „aż" i tyle „tylko" - ziemi
by ciut tęsknić
ale też i nie żałować
gdy się sciemni
Lubię jeszcze widzieć wodę
Woda
Woda - to jest taki niby żal
Żalu szal
To nie żal typu - szkoda
Co czas jakiś - łąkę widzam
Aby wiedzieć
Wiedzą taką „bez dwóch zdań"
Że na łące,
tej wiosennie szuuu...skaczącej
czasu szkoda
na szukanie
śladów
swoich sań.
Andryou
p.s. Skończyłem tak nagle, bo przypomniałem sobie, że muszę się z wczoraj-wróżebnego wosku obrać. By ciężar odpowiedzialności dzisiejszych imieninowych życzeń udźwignąć.
Pęcice Małe 26 listopada 2009 roku
Andryou!
A więc to tak rzecz się ma z naszym orłem!
Zawsze współczułam jego szyi, a dzięki Tobie zrozumiałam wreszcie dlaczego ona tak się musi męczyć. Da Bóg, my się zmienimy na lepsze, a wtedy on ją spokojnie odwróci i przez dłuższy czas będziemy mogli sobie patrzeć prosto w oczy. Jak orzeł z człowiekiem.
To może być nawet takie marzenie i życzenie przedświąteczne
- obyśmy byli przyzwoitszym społeczeństwem i mądrzejszym narodem . OBY.
No. Z orłem mam jako taką jasność, ale co z tym bajkowym królem?
Kto jest Królem z Twojej bajki? Królem z pieczęcią, który chroni przed Złem ? I gdzie On mieszka? I czy nie omieszka ochronić dzieci?
Mieszane mam na ten temat uczucia... I w ogóle jestem zmieszana tym, że muszę kontynuować ten nienajweselszy temat, a tak bym chciała pisać Ci o oliwkach, o liściach i dymach, o drzewach w moim ogrodzie, które zasypiają na zimę, o zasypianiu gruszek w popiele.
Ale tu Los Dzieci, wojny, konflikt, zło, któremu nie jesteśmy w stanie zaradzić.
Piszesz o ludziach dobrej woli. Przypomniał mi się ksiądz Kazimierz Orzechowski, z którym kilka lat temu byłam w Jerozolimie.

Przez trzy tygodnie starał się nam tłumaczyć, co tam się dzieje, starał się rozumieć każdego i nad każdym pochylał się z miłością.
Niezwykły ksiądz!

Prowadził nas do kościołów wszystkich wyznań, rozmawiał z popami i muzułmanami, zaprowadził, do ortodoksyjnej dzielnicy Mea Szarim i na dużą przerwę do szkoły arabskich dzieci...

Ale najbardziej
Utkwiła mi w pamięci wizyta u sióstr zakonnych, które opiekowały się sierotami arabskimi i żydowskimi. Ich rodzice mordowali się wzajemnie, a one próbowały stworzyć im taki świat, który pomoże o tym wszystkim zapomnieć. I uczyły wzajemnego szacunku.
I kochając - uczyły kochać. Siostry Dobrej Woli.
Niczego tak nie zapamietałam z całej tamtej niezwykłej wyprawy.
Dzieci i ludzie dobrej woli. W nich tylko nadzieja na lepszą przyszłość tam - w Jeruzalem.
Zresztą nie tylkow Jeruzalem. Na całym bożym świecie.
Jest takie stare jak świat powiedzenie, że gdyby wszystkie dzieci były kochane - nie byłoby wojen.

Powiedzenie stare jak świat, a wojna za wojną, nienawiść za nienawiścią.
Znasz adres tego swojego Króla z pieczęcią? Może zaczniemy z nim jakieś pertraktacje na własną rękę?
Imagine
Ps. Andryou, czy naszym gruszkom w popiele dobrze się zasypia?
Czy mogą już spokojnie przesypiać to i owo?
Trzymaj się zdrowo!
Wzruszon i poruszon będąc, korespondencją Twą z Dalekich Stron, zauważyłem jednak w sobie coś takiego, co zastanowiło mnie bardzo. Zauważyłem mianowicie, że nie tyle z silniejszym, co jakby z innym, i jakby z bliższym mi, wzruszeniem, przeczytałem o „starym drzewie oliwnym wywożonym nie wiadomo dokąd". A przecież, tuż obok pisałaś o ludziach, o wielu ludziach żyjących i dziś i przed laty, w tak skrajnej niepewności swojego dalszego losu, że owo „nie wiadomo" przestaje być określeniem odpowiednim do nazwania ich sytuacji. Jest określeniem „nie na miejscu" wobec rzeczywistej, czy to byłej, czy obecnej tragedii.
Pomyślałem, że ja, prawdopodobnie już „przyzwyczaiłem się". Ja już widocznie tym, że „dziwny jest ten świat" - nie jestem zdziwiony.
No! Tak! - wyrzuciłem sobie zaraz - łatwo się przyzwyczaić, kiedy wojnę, jej bliskość, jej nieuchronność widzi się jedynie w telewizji, słyszy się, jedynie w radiu. Odległość - czyni cuda ze Złem, czyni cuda dla Zła. Odległość. Czy to w czasie. Czy w przestrzeni. Odległość. U nas - szczęśliwie spokój - mówimy. I dla podświadomej ochrony tego spokoju nawet wytworzymy w sobie taką mgłę, którą spowijamy złe wiadomości. Mniej lub bardziej. Zależnie od odległości z jakiej przybywają. To kimże ja - myślę sobie - jestem? I wyszło mi, że otóż jestem jednym z „ludzi dobrej woli". I pozostaje mi „mocno wierzyć w to", że jest nas więcej. I jeszcze równie mocno wierzyć w to, że chodzi tu o „ludzi dobrej woli" a nie o ludzi, którzy jedynie wolą - żeby było dobrze. I jeszcze pozostaje mi wierzyć w to, że Ludzkość podejmie decyzję o nie zabijaniu się, niejako w trakcie programu wypróbowywania kolejnych metod zabijania się. Niejako więc - przerywając ten program.
Ludzkość, przeszła z Epoki Kamienia (czy to łupanego, czy gładzonego) do Epoki Brązu - nie dlatego, że zabrakło kamieni. Przeszła bo chciała i umiała. Chciała umieć. I umiała chcieć.
A dzieci? Coś wypadało by im powiedzieć. Jednak.
Pisałem kiedyś do muzyki Tadeusza Woźniaka piosenkę do spektaklu. Spektakl dla dzieci. Bajka raczej. I tak, tamten, bajkowy ojciec żegnał syna, który na młodzieńczy podbój świata wyruszał.
Ruszaj w drogę - świat Cię woła, już Cię wzywa
dzień promienny, noc mrukliwa
Całe Dobro chce Ci podać rękę szczodrą
Zło wyciąga i po Ciebie dłoń swą podłą
Zapamiętaj tylko to: Dobro - Zło
Świat to ogród - trawy, kwiaty, słońce, obłok
Drzemie tam zmęczone Dobro
Świat, to ogród. A gdzie gąszcze, mroki, cienie
Zło się czai, Zło nie drzemie
Zapamiętaj tylko to: Dobro - Zło
Szukaj przygód - a nie minie Cię nagroda
Do honoru - sławę dodaj
Ruszaj w drogę - świat Cię woła, już Cię wzywa
dzień promienny, noc mrukliwa
Przed złem chroni, na tym świecie - Wielka Pieczęć
nie osoby jakieś trzecie
a sam Król - pieczęcią włada
Zło nie drzemie, Zło się skrada
Zapamiętaj tylko to: Dobro - Zło
Andryou
P.S. A o tego Orła to się nie martw. Jak dobrze przyjrzeć się naszemu Godłu to widać wyraźnie, że on - Orzeł ów - bokiem jakby odwrócony.
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 881113
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||
MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: