Imagine,
Na wieść o tym, że wybierasz sie do Indii i to trochę z misją - jak Krzysztof Kolumb - by znaleźć krótszą drogę dla wiosny, porzucam nasze stare tematy i bagaż lekki, poręczny, niekrępujący dokładam.
Po co jedzie się daleko?
Nie-gdziekolwiek
Lub do Indii?
- by tam znaleźć
swoje, jakieś - „Tim-di-rym-di"
„Tim-di-rym-di" - to piosenka,
którą
z każdym dniem,
miesiącem, latem
podśpiewuje się
i dalej chce się podśpiewywać
- Się
- ze Światem
I jeszcze taka oto próba oswojenia miesiąca Luty, który zapanuje niebawem. A i jak mniemam zaznasz go powracając ze swojej kolumbowej wycieczki.
Luty...
Luty -
Jest na cztery nogi kuty
Cztery nogi zapasowe
ma gdzieś w głowie
I na każdą nogę Luty jest obuty
Bo jest ślisko
I to wszystko
Wszystko ?
Luty - to są „Smuty" !
No bo „smutki" - lżejsza wersja
choć w ilości tej „bez liku"
- były
były w Październiku
Luty! - ksiuty -
- te głupoty i te różne „baju - baju"
- to dopiero ho!-ho! - w maju
Tutaj koty miałkną - co ty?
- my, i to im, który bardziej nierasowy
- już gotowy
Ale
Luty - nienachalny
ale, raczej, jednak koniec
tej zimowej, nam pokuty
A i Luty
Poufaląc, nawet - Lutek
samym sobą - jeszcze skraca te pokutę
Luty
wisząc nam na kalendarzu
jakby mówił - „tak se wiszę"
Zdaje się potrzebny być
jak to wszystko co się tutaj o nim pisze
Ale Luty, jeszcze, mówi
- Wisząc - Uczę
- że jak już - Coś być Musi
- to, to Coś - musi być
- ale można umieć móc
- żeby krócej
I takie to bagaże. Służby Ochrony Szczęścia Świata powinny pozwolić Ci nawet zabrać to na pokład samolotu. Boć to ani ostre, ani żrące nadmiernie. Szczęśliwego lotu. Z uwzględnieniem powrotu.
Andryou
25 stycznia 2010 roku
Kolego z Suwalskiego!
Twoja zimowa opowieść zaparła mi dech w piersi. A nawet w obu.
Jak już Ty postanowisz uderzyć w struny talentu, to zapiera w obu.
Pięknie mówił ten śnieg. Tak ładnie się o Ciebie troszczył.
Padanie śniegu nie jest smutne, bo jasne, nawet na ciemnym tle.

Wolalabym jednak, żeby padał latem. Żebym w czerwcu mogła sobie napisać:
„...Ciepły śnieg cicho legł, zanim poległ..."
Tegoroczna zima jest mroźna i groźna, jak dawno nie.
Piękna jedynie z urody. Bo poza tym, nie idzie strzymać.
Ludzie marzną, łamią sobie wszystko, spadają na nich sople, spóźniają się, albo w ogóle nie dojeżdżają i życie im się komplikuje. Zakochani przymarzają do siebie na przystankach i nie są w stanie wsiąść do czego zamierzali. Jednym słowem kłopot za kłopotem.
Chyba że jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach i nigdzie się nie śpieszymy. Ale mało kto jest w takiej szczęśliwej sytuacji.
My nie jesteśmy tam i, być może z tego powodu,
nie chce się nam wstawać z ciepłego łóżka i nigdzie wychynąć nosa.
(Mówi się wychynąć nosa, bo już nie pamiętam z tego zimna...?)
Ale czasami trzeba. Ja na przykład od kilku dni próbuję pójść
po rozum do głowy, bo on jest mi nieodzowny w pracy,
a tu droga nie do przebrnięcia! Lodowata, usiana zaspami.
Jakby tego było mało, pojawili się tacy, którzy mnie straszą, że droga
po rozum do głowy jest jednokierunkowa! I boję się, że oni mogą mieć rację. Co wtedy?
Wtedy, strach pomyśleć. To może i lepiej, że chwilowo nie jest to możliwe.
Nie myślimy
My
Tej zimy.
Ponieważ głupieję z zimna i starości, co mnie irytuje i przez co
się zżymam, postanowiłam wyruszyć z misją do ciepłych krajów.
Dosyć tego niedobrego. Lecę do Indii, na pertraktacje z bocianami.
Mam zamiar prosić je o wcześniejszy powrót do ojczyzny.
Trzeba przeciwstawić się -28 stopniom Celsjusza, co meteorolodzy przewidują dzisiejszej nocy. I upomnieć się o wiosnę.
A taki Markotny, na przykład, lubi zimę i żaden mróz mu nie przeszkadza. Tarza się ze szczęścia w śniegu. Połyka śnieg jak lody cytrynowe. Więc zostaje na swoim.

Ps: w oczekiwaniu na rozum pracuję nad utworami pt:
1) „A zna żur Aznavour? "
oraz :
2) „Dałam radę zjeść doradę."
Sam widzisz, że nie jest dobrze. Więc lecę .
See you - Imagine
18 stycznia 2010. Biegun Północny - pierwszy wolny.
Imagine,
Wymyślasz mi, w swej korespondencji od „oksymoronów", a chwilę później piszesz - „lepiej wcale niż późno". Toż trudno o bardziej udatną definicję moich „marzeń stacjonarnych". To takie właśnie są marzenia - co może i owszem pofrunęły-by. Ale właśnie „by". Ale raczej posiedzą. Pomyślą - a może jeszcze bardziej powieje w tamtą stronę. Przy czym mało jest rzeczy podobnie bardzo nieokreślonych, jak występująca w powyższym zdaniu „tamta strona". Przysłany w Twoim liście bocian picturalny (od angielskiego - picture) jest dobrym przybliżeniem marzeń stacjonarnych. Bocian, z definicji - mógłby polecieć. Ale w zaistniałych okolicznościach? Widać nawet po minie tego bociana, że ma on świadomość jak głupio wyglądałby lecąc z takim, śnieżnym na sobie nawisem. A ludzie mówili by - o! Służby drogowe nie radzą sobie, nawet bociany wykorzystują do usuwania śniegu. To bocian nie leci. Żeby Służb nie kalać i poziomu głupoty ogólnej nie podnosić. On poczeka. Śnieg stopnieje. To on sobie z jakiegoś innego powodu nie poleci.
A skoro już przy śniegu jesteśmy. Jestem teraz w stronach, gdzie śnieg jest zjawiskiem przyrodniczym. A nie klęską żywiołową. Śnieg?
Że jest? - No jest. Bo spadł. Spadł. A co, miał do góry polecieć? Tam, w górze - już był. To teraz spadł. Cięższy będąc najwyraźniej od powietrza.
Choć - tak na płatek śniegowy spojrzeć to nie wygłąda by cięższy był od czegokolwiek na świecie. No ale znowu powietrze nie jest czegokolwiekiem. I chyba śnieg cięższy od niego.
To tam, w takim miaście - powietrze, jak sami mówią - ciężkie. To i zdziwieni mogą być śniegupadaniem. Choć cieszą się. Jak zacznie padać. Tak do szóstego płatka włącznie. A potem zaczynają płakać. I narzekać. Że to już najwyższy czas i takież podatki by śnieg padał razem z solą. I przede wszystkim by, tak jak każdy uczciwy obywatel - przebywał w wyznaczonych do tego miejscach. A potem w Mediach i Co-Mediach pojawia się dawno oczekiwane przez Redakcje słowo PARALIŻ!. A paraliż to tylko spektakularna, medialna nazwa zwykłego, codziennego, od-niedzielnie-do-sobotniego n i e d o w ł a d u. Człowiek tak uwierzył w to co sam stworzył, że gdyby Pan Bóg w swoje dzieło uwierzył z taką samą siłą to by nie tolerował Kościoła. A toleruje. Jednak. Bo wziął poprawkę na to, że coś może zawieść, nie dowieść, nie dojść, nie dopłynąć. A człowiek tej poprawki wydaje się nie wziął. A stworzył, wymyślił wiele, wiele rzeczy. Ale większość z nich, okazuje się - wymyślił latem. Koło - latem, prąd elektryczny - latem, wodociąg itp. To są wszystko letnie wynalazki.
A tu gdzie teraz przebywam, wynalazczość - umiarkowana. To i jeździ się tutaj „jak ta-la-la" po słynnym białym asfalcie północno-wschodnim.
Korki? Są tu pewnym utrapieniem, ale występują w swej dawnej postaci -- jako do butelki. I jak przed wiekami blokują, zresztą nie na długo, wyciek płynu, którego nazwanie osoczem północnego-wschodu nie jest przesadą. Bo to płyn regenerujący, zdrowotnościowy, na wszystko i od wszystkiego. A to, że nie ma go do dziś na liście leków refundowanych jest jawnym zaniedbaniem posłannictwa posłów tego regionu. Porównanie tego płynu z Coca Colą jest o tyle udane, że podobnie jak produkt słynnego koncernu - receptura tego dekoktu wydaje się być objęta ścisłą tajemnicą. Bo też nikt tu o to nie pyta. Bo też i wszyscy wiedzą.
A skoro już przy pytaniach jesteśmy. Z pytaniem bowiem przyleciała tu kiedyś zimą ekipa którejś z telewizji nerwowego reagowania. Telewizje tego typu są nosicielami nagłupszych pytań świata. I takaż ta była. Przyleciała helikopterem. Przyhelikopterowała kamerę i redaktorkę czyli pobieżnie ożywioną kumulację wspomnianych pytań. Redaktorka z mikrofonem stanęła na przeciw miejscowego respondenta. Wiele było różnic miedzy tymi dwojgiem. Redaktorka ubrana była tak bardzo „na zimę", że chyba musiała się zacząć ubierać tydzień wcześniej. On respondent - w samej i rozpiętej pod szyją flanelowej koszuli. Ona - oszczędnie wykorzystująca mięśnie twarzy - by wypośrodkować miedzy dykcją a osypywaniem się makijażu. On - twarz rumiana, znamionująca uznawanie lekarza pierwszego kontaktu - lekarzem przedostatniego kontaktu.
Redaktorskie pytanie - I jak ? zima ?
Respondencka odpowiedź - No... Zimno. Jest. Ale jak w piecu napalić - ciepło.
I tą relacją ze spotkania dwóch światów teoretycznie tylko jednoimiennych - kończę mą, z podbiegunia korespondencję. Ale c.d.o.ś.n. - ciąg dalszy o śniegu nastąpi. I o pewnej szczególnej postaci śniegu, nazwanej przez Ciebie starością. Gdyby zaś wierszyk - to może taki -
Śnieg.
Mówi -
- Padam
Tak - padam
Nawet - napadam
Ale to po to - mówi śnieg
Byś znowu gdzieś
Ty nie biegł
No i sam przyznasz - ładnie?
A napadałem
To lżej upadniesz
Gdybyś wymyślił
Że jednak będziesz biegł
Tak mówi
Kiedy pada
Śnieg.
Andryou
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 859377
MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: